Blog

Jaka jest najbardziej dochodowa aplikacja?

Jaka jest najbardziej dochodowa aplikacja? Nie, nie należy do Google ani Facebooka, nie jest to też dzierżący dotąd palmę pierwszeństwa filmowy Netflix. Tym razem na podium stanęła… aplikacja randkowa.

Photo by bruce mars from Pexels

Fakty są bezlitosne: przychody Tindera, bo o tej słynnej aplikacji randkowej mowa, wzrosły w pierwszym kwartale 2019 roku o 42 procent w porównaniu z pierwszym kwartałem 2018 roku. Tinder zarobił w tym czasie 260,7 milionów dolarów z Google Play i AppStore.
Listę najlepiej zarabiających aplikacji (nie będących grami) opublikował serwis SensorTower. Po raz pierwszy od dwóch lat pierwsze miejsce zajął inny program mobilny niż Netflix

Najlepiej zarabiającą apką okazał się Tinder. Niezwykle prosta, intuicyjna aplikacja randkowa. Dzięki wykorzystaniu technologii lokalizacji umożliwia randkowanie oraz zawieranie nowych znajomości z osobami, które znajdują się w wyznaczonym przez nas rejonie. Jej obsługa jest banalnie prosta – ustalamy odległość, dla jakiej chcemy wyszukiwać nowe osoby (np. w promieniu 15 km od naszej lokalizacji), aplikacja podaje nam propozycje ze zdjęciem i opisem osoby (o ile dana osoba takowy dodała), a nam pozostaje jedynie przesunąć palcem w prawo, by polubić użytkownika, lub w lewo – jeżeli odrzucamy kandydaturę. Rozwiązanie tak banalne zdobyło tak wielką popularność, że stało się przedmiotem niezliczonych memów, powiedzeń czy ciętych ripost. 

 

Z 30 miliardami par na liczniku Tinder jest najpopularniejszą aplikacją umożliwiającą zawieranie nowych znajomości. Nie powinien zatem dziwić fakt, że nieźle na tym zarabia.
SensorTower podaje również dane dotyczące ilości pobieranych aplikacji. Tutaj króluje Facebook. Cztery aplikacje z TOP 5 to jego własność – są to kolejno: WhatsApp, Messenger, Facebook, Instagram.
Swoją drogą, zastanawiająca jest wysoka pozycja akurat aplikacji randkowej. To dowód na to, jak bardzo aplikacje mobilne, media społecznościowe, zmieniły sposób komunikowania się, zawierania znajomości, nasz styl życia. Czy fakt, że zamiast pójść do kawiarni, kina, muzeum, pubu, klikamy w zdjęcie na smartfonie świadczy o wyalienowaniu? Dehumanizacji? Cóż, to już temat na zupełnie inną historię.
Jeśli macie jakieś swoje przemyślenia na ten temat, podzielcie się z nimi na proflu na Facebooku. Tak, ja też jestem niewolnikiem social manii.

 
Podziel się!